Obozy
Chcę Wam dzisiaj napisać o historii, która wydarzyła się, gdy w zeszłym roku pojechałam na obóz. Mówię Wam dziewczyny, był tam taki świetny opiekun jeden, niestety żonaty i nie zwracał na mnie większej uwagi, ale takiego zjawiska to ja nigdy wcześniej nie widziałam i chyba już nie zobaczę. Zjawisko to nazywało się Marcin, miało dość długie, sexy włosy i świetnie grało na gitarze. Do tego miało taki zmysłowy pociągający głos. Marcin przyjechał na obóz po raz drugi i na początku sprawiał wrażenie trochę zagubionego, przelęknionego, aż go się chciało na tym początku przytulić.. Szybko jednak okazało się, że się rozkręcił i został obozową gwiazdą i wszyscy, ale to absolutnie wszyscy za nim przepadali. Może poza niektórymi opiekunami, myślę, że mu trochę zazdrościli, też chcieliby być tacy jak on. A panie opiekunki pewnie chciałyby, żeby Marcin czasem spojrzał na nie przychylniejszym okiem.
Człowiek, o którym piszę z tego co wiem kiedyś był satanistą, ale na szczęście się nawrócił i na oba obozy przyjeżdżał już z dużym, fajnym krzyżykiem na szyi. Podobał mi się nawet ten krzyżyk, dodawał jakiejś takiej atmosfery niedostępności, krzyczał do mnie, ale i do innych już z daleka: “nie dla psa kiełbasa!”.
Od czasu gdy pojechałam na tamten obóz, moje życie się zmieniło. Postanowiłam jeździć na obozy co roku. Miałam nadzieję, że jak pojadę na obóz w tym roku, spotkam Go znowu, może uda mi się z nim więcej jakoś porozmawiać, a może i namówić na jakieś spotkanie, gdy obozy letnie (on miał jeździć na parę z rzędu każdego lata) się skończą. Wielki był mój szok, gdy dowiedziałam się, że Marcin w tym roku na żadne obozy nie pojedzie. Co gorsza, Marcin nie przyjedzie też na obóz w przyszłym roku, ani za dwa lata. Podobno rzucił swoją żonę i poszedł do klasztoru. Czy to się tak zawsze musi kończyć? Mimo to, na obozy jeździć będę, może nie tak łatwo się pozbieram po tym, co się stało, ale jakoś trzeba z tym próbować żyć.
Najgorsze jest to, że on mnie najprawdopodobniej już nigdy nie przytuli, nigdy nie obejmie. Nie wytłumaczy się ze swej decyzji, nie powie, że czuje, to co ja. Nawet jeśli będę jeździć na obozy do końca życia, już nie dla niego, nie dla nas. Nie mogę w to uwierzyć