Bezpłodność
Jeżeli już już decydujesz się ze własną partnerką na skonsultowanie waszej sytuacji ze specjalistą od leczenia bezpłodności, to bądź przygotowany na to, że poproszą cię o badanie nasienia. Może to brzmieć dość drastycznie, jednakże wcale takie nie jest. Badanie nasienia jest to laboratoryjna obserwacja nasienia pod mikroskopem, w wyniku której można określić niektóre parametry spermy, tj. np żywotność plemników. Aby przeprowadzić badanie nasienia będziesz musiał oddać materiał, czyli porcję indywidualnej spermy. Niestety, ze względu na bardzo mini żywotność plemników oprócz organizmem ludzkim, próbkę będziesz musiał zdobyć w klinice, aby do laboratorium dotarła świeża i nieuszkodzona. Jest to warunkiem koniecznym, aby badanie nasienia było obiektywne i miarodajne. Jest jeden z pierwszych i niestety koniecznych etapów diagnostyki prowadzonej w klinikach specjalizujących się w leczeniu bezpłodności. Jeśli wyniki badania nasienia będą dobre, twój wkład w leczenie bezpłodności ograniczy się już jedynie do wspierania partnerki i wspólnego przezywania dalszych etapów, które mogą być (i ze 100% pewnością będą) dla niej nieco miej przyjemne, niż były dla ciebie.
Na dzień dzisiejszy już wiem, że niepłodność jest dylematem znacznego odsetka ludzkości. Wynika to z różnych przyczyn, zdarza się, że jest to wynik stresu i złego prowadzenia się, czasem uwarunkowań genetycznych, na które nie mamy wpływu. Jednakże kilka lat temu, gdy mój mąż dowiedział się o wynikach spersonalizowanych badań na niepłodność, byłam wstrząśnięta i czułam się okropnie. Tak bardzo marzyłam o dziecku, a mężczyzna, którego wybrałam na partnera życiowego nie jest w stanie mi go dać. Byłam wściekła na siebie, na niego, na wszystkich dookoła i czułam się oszukana przez los. Niczym sobie przecież nie zasłużyłam na niepłodność męża! Bardzo długo otrząsałam się z szoku, jaki wywołała ta wiadomość. Myślałam wręcz o rozwodzie. On natomiast był spokojny i wykazywał się ogromnym zrozumieniem i wyrozumiałością, choćby tak de facto to ja powinnam współczuć jemu i jego pocieszać. Koniec końców po kilkumiesięcznej terapii małżeńskiej pogodziliśmy się z przeznaczeniem i zaczęliśmy myśleć o adopcji. Mieliśmy w sobie tyle miłości, którą chcieliśmy przelać na małego człowieka. Aktualnie jesteśmy rodzicami przyrodnimi Adasia, który jest całym naszym światem. Nie wracamy myślami do tamtych okropnych czasów zwątpienia.